Wehikuł czasu

IMG_4489 IMG_4472 - Kopia(rok temu z okładem)

- Dzień dobry panu!
- Dzień dobry!
- Bileciki do kontroli.

Konduktor. Tłuściutki, wesolutki. W mundurze delikatnie
zaniedbanym. Przez to zaniedbanie ogłasza światu: „Nie samymi bilecikami świat stoi. Gdybym nie musiał tak codziennie, to wtedy… Tak, tak, tak, tak!”.

Pośpieszny tnie wśród pól. Cały w słońcu. Zostawia drzewa okryte kolorami. No pięknie!

Powrót z rodzinnych grobów to podróż wehikułem czasu. Urodziwe eciotki pomarszczyły się. Krzepcy stryjowie mają siwe wąsiska, podpierają się laską. Dzieci dawno mają dzieci. A teraz te dzieci…

- Kto by przypuszczał, że ten cmentarz zrobi się taki wielki.
- Mój Boże! Niedawno nie dochodził nawet drogi. A teraz het, het…

Cmentarze większe. Za to domy i ogrody, zapamiętane z dzieciństwa, liche, mikroskopijne.

Amazonia jest tylko rowem melioracyjnym. Nieprzebyta dżungla to kilkanaście krzaków porzeczek –bezlistnych od jesieni i ze starości.
Studnia kiedyś zamieszkana przez złego biesa, co porywał ludzi. Dzieci miały srogo zakazane tam chodzić. Chłopców robiła mężczyzn. Każdy czekał chwili, aż zostanie wysłany z wiadrem po wodę. Jak młodzi Indianie, którzy musieli upolować bizona. Dziś nikt jej nie potrzebuje. W kuchni zamontowali kran.

Do komnaty tajemnic po wąskiej drabinie mogli się dostać tylko najdzielniejsi… Komnata? Strych, stara graciarnia. Nie ma tam nic godnego uwagi. Może oprócz przypiętej do belki stropowej czarno – białej fotografii ślicznej kobiety. Zdjęcie jest bardzo tajemnicze – pani nie jest nikim z rodziny i w ogóle nie wiadomo kim jest. Na strychu mieszka od zawsze. Jest samotną strażniczą za zapisanych równym pismem zeszytów, pożółkłych gazety, kufrów, kądzieli i porozrzucanych bez ładu czółenek tkackich.

Gdzie zgubił się czas, który upłynął od ostatniej wyprawy na strych? Wystarczy spojrzeć przez ramię. Ujrzymy małego chłopca obracającego ręką kołowrotek. Podnosi ciężkie wieko kufra. Zagląda do środka.

Czy od tamtej pory wydarzyło się coś istotnego? Czy czas zwyczajnie przepłynął jak woda, przez zaciśnięte palce?

Zostało go już znacznie mniej. Wieczory po dawnemu pozostają bardzo długie. Ale miesiące i lata pędzą już z przerażającą prędkością. Zatrzymać się ich nie da, rozumiemy to już dobrze. A mkną jak pociąg w pustkę kolorowych pól…

- … no proszę pana!
- Tak?
- No, przecież bilecik! Nie ma pan?
- Mam, zamyśliłem się tylko. Proszę bardzo.

Tłuściutki popatrzy uważnie na bilet.
- Tak, tak, tak, tak. Zgadza się. I dziękuję i się kłaniam się – mówi pośpiesznie, odwraca na pięcie i wybiega.
- Hallo, proszę pana!

Wraca. Niechętnie opiera się o wpół otwarte drzwi, przyjmując pozę: „wszystko już w życiu widziałem, nic mnie nie zaskoczy”:

- Gdzie jest miejsce 116?
Tłuściutki przewraca oczami. Jego ciało przełącza się na komunikat: „O, zaczęło się!”
- Mam 116, a siedzę na 102, czyli nie na swoim.
- Przecież dziś luźno. Pociąg pusty. Przesiedzi pan te dwie godziny na 102… Daj pan spokój! – tłumaczy cierpliwie.
- Ale sprzedaliście mi 116, gdzie ono jest?

Westchnął jakby brał się do picia ciepłej wódki :

- Dobra, powiem. W tym wagonie, nie ma takiego miejsca i nigdy nie było.
- O cholera!
- No! Sam pan widzi – puknął znacząco w drzwi sąsiedniego przedziału, gdzie teoretycznie powinien znajdować się fotel 116. Przedział był dziwny. Okna oklejone folią nieprzenikalną dla wzroku. Zamek zatrzaśnięty na głucho groźny napis: „rezerwacja”

- Po licha sprzedajecie bilet na miejsce, którego nie ma?

Oblicze tłuściutkiego pojaśniało:
- System, proszę pana. Bierze ten wagon za bezprzedziałowca. I sprzedaje miejsce 116! Ale bywa gorzej! Ściśnie podróżnych w jednym wagonie. A cały pociąg pusty, a ludzie…- tłuściutki rozejrzał się w około.
- Śmiało, zawsze byłem przeciwnikiem systemu! – rzuciłem zachęcająco.
- Ludzie jak te sardynki! Tak, tak, tak, tak – dokończył szybko.
- Rany!
- No! Tak, że sam pan widzi… Pójdę już…
- Naturalnie… a przyszła mi to głowy taka myśl. Skoro ten system taki durny to może by go wyrzucić!

Tłuściutki cisnął we mnie spojrzeniem czarnych oczek jak piorunem

- Jak?
- A na złom.

Tłuściutki zaczął się trząść, tak jakby wpadł w rezonans z wagonem.

- Ha…ha…ha… – śmiał się – Wyrzucić? Przecież ten system! W Warszawie! Mądrzy ludzie! Dużo pieniędzy. Ha…ha…ha!

Odchrząknął:
- Tak więc zostanie pan na 102 – zdecydował chłodno.
- Dobrze.
- Dojedzie spokojnie do Warszawy.
- Dobrze!
- Jak Bóg da wszystko się panu ułoży. A o tamtym – spojrzał w stronę sąsiedniego przedziału – Lepiej zapomnieć. Tak, tak, tak, tak!

Paweł Reszka

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.